Wysiadam z pociągu, przede mną piękny krajobraz Alp. Pytam o drogę pierwszą napotkaną osobę, odpowiedź uzyskuję w języku niemieckim! Zaraz, zaraz, przecież jesteśmy we Włoszech! „It’s complicated” słyszę!
Jeżeli byłeś lub będziesz świadkiem podobnej historii, oznacza to, ze jesteś w Południowym Tyrolu. Krainie, gdzie obok siebie żyją Niemcy, Włosi i Ladynowie, a alpejski styl życia i śródziemnomorska mentalność to cechy społeczeństwa, które znalazło wspólny język w kraju zamieszkiwanym przez blisko 500 000 mieszkańców. Wszystko to nadaje tej krainie wyjątkowego wyrazu oraz smaku. Zwłaszcza smaku, do którego wracam za każdym razem przegryzając jabłka zakupione w naszym rodzimym sklepie dyskontowym ( to ten z codziennie niskimi cenami…)
Co jest włoskie, a co niemieckie?
Południowy Tyrol to prowincja Włoch położona w południowej części Alp – taka informacja pojawiła się po wygooglowaniu hasła „Sudtirol”. Czytam dalej: Tyrol dysponuje 17 tysiącami kilometrów szlaków wędrownych, 600 km ścieżek rowerowych, 400 twierdzami, zamkami i rezydencjami, a około 150 z nich jest dostępne dla zwiedzających. Czyż nie brzmi cudownie? A to dopiero początek!
Rozbijając namiot w Naturno/Naturnna 3 gwiazdkowym, a zarazem najtańszym polu campingowym w okolicy, rozmawiamy z pracującym tu od wielu lat Polakiem, dzięki któremu udało nam się odkryć zagadkę galimatiasu językowego. Otóż ta część Włoch jeszcze nie tak dawno należała do Austrii. I tak w regionie obowiązują trzy oficjalne języki: 70 procent mieszkańców posługuje się niemieckim jako językiem ojczystym, 25 procent włoskim, a 5 procent ladyńskim. Powstał tu nawet pierwszy w Europie trzyjęzyczny uniwersytet – Wolny Uniwersytet Bozen. W szkołach dzieci uczą się zarówno niemieckiego jak i włoskiego, a dla mieszkańców nie stanowi problemu, by w swobodnej rozmowie zacząć zdanie po niemiecku, wtrącić coś włoskiego, a zakończyć zdanie po angielsku.
Nasze pierwsze wrażenie było zdumiewające, gdyż zamiast typowo backpakersowgo obozowiska mieszkaliśmy wśród śnieżnobiałych camperów, szeroko uśmiechniętych holendrów i belgów w „nieco” starszym od nas wieku. Jak później zauważyliśmy, w rejonie tym jak i w górach rzadko kiedy można było spotkać osoby przed trzydziestką. O ile pogoda nie odstrasza (średnio 315 dni słonecznych w roku!) to ceny na pewno (ale i na to są sposoby).Nic więc dziwnego, że miejscowi rolnicy poruszają się traktorami marki Lamborgini, a większość z nich zamiast tradycyjnych chat przeznaczonych pod usługi agroturystyczne posiada ekskluzywny hotel pięcio-gwiazdkowy. I kto by nie chciał być takim rolnikiem?
Jabłka, wino, speck i kąpiele w sianie
Nie trzeba czytać przewodników by dowiedzieć się, iż region ten to jeden wielki sad z jabłkami. Co dziesiąte wyhodowane jabłko w Europie pochodzi właśnie z tego regionu. Zadowoleni, że jabłka rosną wszędzie zrywamy pełne garści i spożywamy je na miejscu! Idealnie okrągłe, idealnie czerwone i błyszczące. Pierwszy kęs ląduje na trawniku…O co chodzi? Co za okropieństwo! Z czasem dowiadujemy się, że niektóre gatunki jabłek muszą leżakować kilka tygodni zanim nadadzą się do spożycia. Większość z nich ląduje na półkach europejskich supermarketów. Można je poznać po charakterystycznej naklejce z biedronką i napisem Sudtirol.
Co więc zrobić z milionem ton jabłek jakie produkuje się tu rocznie? Tyrolczycy oprócz soku jabłkowego proponują jabłkowe wellness w postaci kąpieli w soku czy wizytę w muzeum, gdzie jabłka są głównymi eksponatami. Poza jabłkami charakterystycznym smakiem tego regionu jest speck (surowa, lekko wędzona szynka), który podobnie jak nasz oscypek jest chroniony oznaczeniem geograficznym. Moją uwagę przyciąga jednak ulotka z propozycją kąpieli w sianie. Brzmi nieźle, tylko jak? Pytam siebie, jak można kąpać się w sianie? Nie będę gadać spróbuję, myślę sobie. Już pełna radości chcę zmierzać do krainy szczęścia i tu się zatrzymuję. 50 Euro! Za kąpiel w sianie! Nie ma mowy, wrócę do Polski i zrobię sobie taką sama, darmową!
Mieszkaliśmy przez miesiąc w Toskanii. Brzmi jak sen? A żyliśmy jak w bajce! Serio, nie…
Jeszcze będąc w Polsce i planując naszą trasę podróży po Omanie, wiedziałam, że pustynia to…
Ten wpis miał powstać już dawno - bo w czasie twardego lockdownu… Przyszła pandemia gdy…
Jabal Shams nazywany jest Wielkim Kanionem Bliskiego Wschodu. A ponieważ Wielkiego Kanionu nie widzieliśmy to…
Po przepięknym dniu spędzonym w Nizwie czas ruszać dalej w kierunku Kanionu Jabal Shams. Ale…
W lutym 2020 jeszcze nie widzieliśmy, że ten wyjazd będzie naszym ostatnim wyjazdem zagranicznym na…
View Comments
Piękne fotki z gorącej Italii, muszę tam znowu pojechać...
Napiszcie w jakiej miejscowości biwakowaliście i bardzo proszę o przynajmiej dwa opisy szlaków które przeszliście. pozdrówka
hej,
biwakowaliśmy w miejscowości Naturno (Naturns) położonej blisko miasta Bergamo. Miescowość leży w dolinie, wzdłuż której ciągną się kolejne wioski, w prawie każdej są pola namiotowe. My spaliśmy tutaj: http://www.waldcamping.com/en/index.php
Szlaków jest co nie miara i w informacjach turystycznych, które ma prawie każda, nawet najmniejsza wioska można dostać mapki z nimi. My przebyliśmy bodajże cztery szlaki, każdy był na 5-8 godzin i trudnością nie odbiegają one od prostych szlaków w Tatrach. Są doskonale zagospodarowane, oznaczone i bezpieczne. Spokojnie można powiedzieć, że wejście na 3000 metrów w tych okolicach jest łatwiejsze, niż na 2000 w polskich górach. Jeżeli potrzebujesz dokładniejszego info, daj znać, postaramy się przypomnieć sobie szczegóły :)